Nasz biuletyn
-------Sierpień - wrzesień 2004  
NR 53


VI Zlot Polonii Fińskiej - "WESELE"


 

Sobota, 11 września 2004 w godz. 16.00 - 24.00.
Miejsce - Villa Junghans w Kaunianen, kilka minut spaceru od stacji kolejowej w Kauniainen.
Serdecznie zapraszamy!
Zarząd
------- Program:
16.00 - 17.00 rejestracja uczestników
17.00 - powitanie Młodej Pary "chlebem i solą"
17.30 - ceremonia zaślubin
18.00 - uczta weselna..... uroczyste mowy i toasty
19.30 - 24.00 gra Trio Andrzeja Puszkarzewicza - a więc będą walce oraz różne inne tańce i wspólne zabawy
24.00 - 1.00 Wspólne Wesołe Wielkie Sprzątanie!



Sierpniowa wycieczka


Kapryśna letnia pogoda tym razem nam sprzyjała i nasza polonijna wycieczka w niedzielę 22.08.2004 do Ingvaldsby w Jorvas odbyła się przy pięknej słonecznej pogodzie. Zebrało się nas sporo ale do autobusu zmieściło by sie jeszcze dużo więcej osób. Przybył także Pan Ambasador wraz z Panem Konsulem i liczną grupą pracowników Ambasady. W Ingvaldsby przywitał nas serdecznie Paul Sahrberg. W 1907r., kiedy właścicielem Ingvaldsby był ojciec Paula, Wilhelm Sahrberg, odbyła się tam konferencja przedstawicieli ciemiężonych przez Rosję narodów. Konferencji tej przewodniczył Józef Piłsudski. W 1935 r. przybyła do Ingvaldsby delegacja z Polski by pobrać do urny ziemię z tej posiadłości. Do takich urn zebrano ziemię ze wszystkich miejsc na świecie, gdzie kiedyś przebywał Marszałek. Urny te znajdują się na Wawelu przy grobie Józefa Piłsudskiego. Na zdjęciu urna z ziemią z Ingvaldsby

Bardzo miło spędziliśmy resztę popołudnia w Siuntio. Serdeczne podziękowania dla Jukka Soisalo- Soininen za serdeczne przyjęcie i oprowadzenie po zamku Suitia, gdzie kiedyś gościła Katarzyna Jegiellonka. Równie serdeczne podziekowania składamy Panu Konsulowi za polskie kiełbaski i napoje! Zarząd

Nasz biuletyn
strona 1


Poezja jak świat


Czesław Miłosz
ur. w r. 1911w Szetejnach na Litwie. Poeta, prozaik, eseista, tłumacz. Laureat nagrody Nobla w roku 1980 i wielu innych prestiżowych nagród literackich, tłumaczony na kilkanaście języków. Doktor honoris causa wielu uniwersytetów w USA i w Polsce, honorowy obywatel Litwy i miasta Krakowa. Szkolną i uniwersytecką młodość spędził w Wilnie, tam również debiutował jako poeta, okupację niemiecką przetrwał w Warszawie. Po wojnie pracował w służbie dyplomatycznej PRL - w USA, i we Francji do roku 1951, kiedy to zwrócił się w Paryżu o azyl polityczny. W roku 1960 wyjechał do Kalifornii , gdzie przez dwadzieścia lat jako profesor języków i literatur słowiańskich wykładał na uniwersytecie w Berkeley. Do roku 1989 publikował głównie w emigracyjnym wydawnictwie paryskiej "Kultury" i w Polsce poza cenzurą. Od roku 1989 mieszkał w Berkeley i w Krakowie. Zmarł 14 sierpnia 2004.

Umarł Czesław Miłosz.

Wymknął się, kiedy już uwierzyliśmy w jego nieśmiertelność. Dał nam do tej wiary prawo. Odchodzili jego przyjaciele, znajomi, najbliżsi. Minął wiek, którego był symbolem, a on trwał, ciągle zachłannie przyglądając się światu - pisze Katarzyna Janowska w sierpniowej "Polityce".

93-letni poeta, mistrz, myśliciel, dla wielu był już bardziej postacią z podręczników do literatury niż realną osobą. Ale w Krakowie bliscy i przyjaciele opłakują odejście nie tylko jednego z największych polskich poetów, ale także szlachetnego i ciepłego człowieka. Trudno im uwierzyć w jego śmierć. Wielokrotnie odwracał się do niej plecami w sytuacjach, w których wydawało się, że zostanie pokonany. Mocno trzymał się życia.

Agnieszka Kosińska, asystentka Czesława Miłosza: - Nie nastąpiło nagłe załamanie zdrowia. Profesor od dwóch miesięcy z dnia na dzień gasł.


Był przygotowany. Czekał na ten moment. Zmarł w swoim krakowskim mieszkaniu, opatrzony świętymi sakramentami. Był przy nim syn i synowa. W ostatnich tygodniach coraz rzadziej miał ochotę na spotkania z ludźmi. To był trudny czas. Pożegnał się już ze wszystkimi, ale ciągle nikt go nie witał po drugiej stronie.

Agnieszka Kosińska: - Nie chciał już przytulać się do ludzi, coraz bardziej przytulał się do ziemi. Tracił słuch i, co było szczególnie dla niego trudne, także wzrok, ale do ostatniego momentu zachował jasność umysłu. Nie był w stanie sam czytać ani pisać (czytano mu m.in. Gombrowicza i fragmenty "Dzienników" Stefana Chwina). Kiedyś powiedział, że życie ma dla niego sens, dopóki nocą może notować wiersze. Ostatnie utwory dyktował. Nie był z nich zadowolony. Uważał, że nie nadają się do druku.

Joanna Zach, autorka książki o Miłoszu, zaprzyjaźniona z poetą: - Jeszcze w maju, kiedy leżał w szpitalu, próbował składać wiersze. Rodziły się pomysły, które miał nadzieję rozwinąć w poezję. Ale pisanie wierszy wymaga siły fizycznej, oparcia w biologii. Widziałam, że załamał się, kiedy zdał sobie sprawę, że tych sił mu już nie starczy. Wtedy została mu jeszcze "Spiżarnia literacka", gawędy publikowane na łamach "Tygodnika Powszechnego". Kiedy przeczytałam w "Tygodniku", że zamyka "Spiżarnię", zrozumiałam, że to jest pożegnanie.

Czesław Miłosz

W mojej ojczyźnie

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.

I płytkich wód szept w jakimś zmroku ciemnym,
I dno, na kórym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.

Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni.

Warszawa, 1937

Nasz biuletyn
strona 2



Spotkanie Zjednoczenia Polskiego w Helsinkach, oddział w Turku, 25.07.


Zgodnie z ustaleniem na ostatnim zebraniu, spotkanie rozpoczęło się o godz.13.00, w Parainen, w nowym domu Mackiewiczów. Każdy kto mógł zaraz po mszy niedzielnej w kościele w Turku przyjechał, a ci co nie mieli samochodów skorzystali z uprzejmości innych. Ze względu na sezon urlopowy nie było nas dużo i listę obecności podpisało 16 osób. Zebranych powitał prezes Zdzisław Mackiewicz. Nstępnie odbyła się uroczystość poświecęnia nowego domu przez księdza Piotra Gebarę. Zgodnie z ustalonym już zwyczajem każy coś ze sobą przyniósł, ale w większej części przygotowali wszystko gospodarze. W sumie było wspaniałe jedzenie i wszelkich trunków co niemiara. Spotkanie odbywało się tak w domu jak i na zewnątrz, na tarasie pięknego ogrodu. Ukoronowaniem wszystkiego był niezapomniany i wzruszający koncert naszej znakomitej pianistki Elżbiety Guzek-Soini. Dźwięki muzyki wkradały się głęboko w serce i przez uchylone drzwi leciały gdzieś dalego, aż po zdumione korony drzew pochylające się w zasłuchanym milczeniu...
Wszyscy wyrazili zadowolenie z udanego spotkania, które przeciągnęło się aż do późnych godzin wieczornych.Trzeba tu też wyrazić uznanie dla Tuuli Mackiewicz, która włożyła ogrom pracy w organizacji przyjęcia.
Zdzisław Mackiewicz

Pozdrowienia z Klubu Przedszkolaka

Lato juz za nami. Wakacje się skończyły a następne dopiero za rok. Aby wesoło spędzić ten czas zapraszamy na nasze comiesięczne spotkania Klubu Przedszkolaka.
We wrześniu spotykamy się na pikniku organizowanym przez Piotra Kałuskiego.Szczegóły poniżej.
30 października spotykamy się w Caisie, a 20 listopada na spotkaniu w Caisie będziemy rozmawiać o świętach i przygotowywać kartkiświąteczne. W grudniu będzie Święty Mikołaj i tradycyjna choinka.
Spotkania w Klubie Przedszkolaka zapewnią naszym dzieciom świetną zabawę oraz kontakt z kulturą i językiem polskim.
Zapraszamy!
Małgorzacie Mierzejewskiej i Julii Ciuha serdecznie dziękujemy za aktywny udział w naszym klubie. Życzymy powodzenia!PozdrawiamAgnieszka agnieszka.buska@suomi24.fi

 

 

Podobnie jak w ubiegłymroku, zapraszamy rodzicówi dzieci na piknik, w sobotę,25.09. w godz.11:30 - 14:30 w domku letniskowym w Espoona terenie parku należącegodo ośrodka Rinnekoti, http://www.rinnekoti.fi, przy ulicy Rinnekodintie 10 czyli w tym samym miejscu, co w ubiegłym roku.

W programie mamy zbieranie i poznawanie grzybów, ognisko oraz pieczenie kiełbasek.. Jeżeli pogoda nie dopisze, możemy spędzić czas wewnątrz domku piekąc kiełbaski i rozmawiając o przyrodzie. Rodzice proszeni są o zabranie dla dzieci ich ulubionych rodzajów kiełbasek oraz napojów.

xxxx Instrukcja, jak dojechać do domku:
należy znaleźć ulicę Vihdintie w Espoo, czyli drogę nr 120, jechać tą droga w kierunku Vihti, aż do znaku drogowego wskazującego Rinnekoti w prawo. Tam należy skręcić w ulicę Lakistontie. Należy jechać Laistontie, minąć jeden znak wskazujący Rinekoti w prawo, następnie szukać po lewej stronie niewielkiej drogi ze znakiem "zakaz ruchu wszelkich pojazdów". To właśnie zaczyna się park, w którym mamy domek. Należy skręcić w tę drogę, gdzie niby nie wolno jeździć, ale ten znak nie dotyczy gości dojeżdżających do domków. Należy jechać główną drogą aż do rozwidlenia, na rozwidleniu skręcić w lewo i jechać do końca.
xxxx Wskazówka: od ulicy Lakistontie w prawo (jadąc od Vihdintie) odchodzi ulica Skobyntie. Jeżeli ktoś dojechał do Skogbyntie, to znaczy, że przejechał kilkadziesiąt metrów za daleko. Należy cofnąć się i szukać uliczki ze znakiem zakazu po przeciwnej stronie do Skogbyntie. Sam domek znajduje się w kwadracie CS-95, nad jeziorem Vähä Majalampi na stronie 92 mapy z nowej książki telefonicznej. Droga widoczna na mapie z kwadratu CT-95 do CS-95 jest nieprzejezdna dla samochodów. Należy jechać do kwadratu CS-96.

W przypadku trudności, ze znalezieniem drogi proszę kontaktować się pocztą elektroniczną Piotr.Kaluski@tellabs.com , lub telefonicznie: 040 757 2726.

W numerze:
Str. 1. aktualności,
Str.2. o Czesławie Miłoszu, wieści z sieci,
Str.3. Polonia w Turku, Klub przedszkolaka,
Str.4. Apel do ludzi dobrej woli, lyhyesti suomeksi.
Str.5. Sierpniowy dodatek

Nasz biuletyn
strona 3


Apel do ludzi dobrej woli


Szanowni Państwo!
Dominik to 10-letni chłopiec, który w zeszłym roku uległ nieszczęśliwemu wypadkowi podtopienia w wannie. Dzięki akcji reanimacyjnej Mamy Dominka oraz pomocy pogotowia ratunkowego udało się uratować jego życie. Niestety skutki jakie niosło ze sobą kilkuminutowe niedotlenienie mózgu spowodowały, że chłopiec kilka dni był nieprzytomny. Następne dni przyniosły tragiczną informację - zmiany w mózgu są tak silne, że ograniczają większość funkcji życiowych i jedynie wieloletnia, intensywna rehabilitacja może spowodować powrót Dominika do normalnego życia i zdrowia.
Od 15 miesięcy trwa codzienne walka - ćwiczenia, turnusy rehabilitacyjne, szpitale...Dominik jest dzielny, bardzo się stara. Mimo, że nie potrafi mówić i chodzić, komunikuje się z rodziną i przyjaciółmi śmiechem i pojedynczymi wyrazami. Większość czynności życiowych ogranicza bardzo silna spastyka spowodowana wypadkiem. Lekarze twierdzą, że można ją ograniczyć, a nawet cofnąć dzieki operacji wszczepienia pompy baklofenowej. Koszt wszczepienia pompy wynosi około 35000 zł., refundacja z NFZ pozwala na wykonanie operacji dopiero za dwa lata. Zmiany jakie mogą w tym czasie zajść w układzie kostnym Dominika mogą być nieodwracalne. Dlatego interwencja operacyjna powinna nastąpić jak najszybciej.
Zwracamy się z gorącą prośbą o wsparcie w celu zakupu pompy dla Dominika. Walka toczy się o każdy dzień i każdą złotówkę, jaką możecie Państwo wpłacić aby pomóc.
--- Dzięki uprzejmości i wsparciu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Poznaniu utworzone zostało specjalne konto, na które ludzie dobrej woli wpłacają datki na operację. Udało się zebrać już 15.000 zł.
--- Z całego serca prosimy o wsparcie i dziękujemy za poświęcenie czasu na przeczytanie apelu.
Rodzice i Przyjaciele Dominika
Numer konta:
Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, ul. Grochowska 49,
Poznań, WBKP PL PP,
PL42109013590000000035169775

Z dopiskiem: "dla Dominika Ilczuka- darowizna na zakup pompy bakoflenowej"
Towarzystwo jest instytucją pożytku publicznego, dzięki czemu wpłaconą darowiznę można odliczyć sobie od podatku lub dochodu. Cała kwota wpłacana przez Państwa jest przekazywana dla Dominika, bez potrącenia środków na rzecz Towarzystwa.

Lyhyesti suomeksi
* Retki metsään tutustumaan sieniin ja paistamaan makkaraa, lauantaina 25 syyskuuta klo.11.30 - 14.30, Rinnekotitalo Espoossa Rinnekodintie 10 http://www.rinnekoti.fi/
Ota mukaan makkaraa, sinappia ja mehua. Tervetuloa! Piotr.Kaluski@tellabs.com




* Nobel-palkittu runoilija Milosz on kuollut

Nobel-palkittu puolalainen runoilija Czeslaw Milosz kuoli lauantaina 14.08.2004 kotonaan Krakovassa 93 vuoden iässä, puolalaiset tiedotusvälineet kertoivat. Milosz sai Nobelin kirjallisuuspalkinnon vuonna 1980, jolloin tilanne Puolassa oli kireä Solidaarisuus-liikkeen noustua kommunistihallin-toa vastaan.

Czeslaw Milosz
NIIN VÄHÄN
Olen sanonut niin vähän.
Päivät ovat olleet lyhyitä.

Lyhyitä päivät,
lyhyitä yöt,
lyhyitä vuodet.

Olen sanonut niin vähän.
En ole ehtinyt.

Innostus,
epätoivo,
kiihko ja toivo
ovat väsyttäneet sydämeni.

Merihirviö nielaisi minut
kitaansa.

Makasin alastomana
autiosaarten rannoilla.

Maailman valkoinen valas
kiskoi minut kerralla syvyyksiin.

Enää en tiedä
mikä oli todellista.

* VI ZLOT POLONII - "H Ä Ä T"
lauantaina 11. syyskuuta 2004, klo.16.00 - 24.00,
Villa Junghansissa, Kauniaisissa.
Ohjelma:
16.00 - 17.00 - osallistujien vastaanotto
17.00 - otamme vastaan Nuoren Parin "leivällä ja suolalla"
17.30 - vihkiminen
18.00 - hääjuhla alkaa... juhlapuheet ja onnittelut, juhla-ateria
19.30 - 24.00 musiikki: Andrzej Puszkarzewiczin Trio - tietysti häävalssi ja muita tansseja, yhteiset leikit ja paljon muuta hauskaa...
24.00 - 1.00 viimeinen leikki - eli "tanssi harjan ja rikkalapion kanssa"!
TERVETULOA! -------------------- Hallitus

Zjednoczenie Polskie w Helsingforsie
PL 279
00120 Helsinki
e-mail: zpolskie@polonia-finlandia.fi
http://www.polonia-finlandia.fi
Konto bankowe: Nordea-Senaatintori 124750-1263
Tel. +358 40 7494930

Zarząd
Prezes
Wiceprezes
Sekretarz
Skarbnik
Członek
Członek


Alicja Sollamo
Henryk Bigos
Maciej Około-Kułak
Robert Janasik
Brigida Antikainen
Piotr Rajecki

Nasz biuletyn
strona 4

SIERPNIOWY DODATEK NB 53

Byłem w Warszawie 1-go sierpnia 2004 roku.

Właśnie niedawno sobie uświadomiłem, że prawie co roku jestem w Warszawie w okolicach 1-ego sierpnia. Tak było również i tego lata. Chciałbym więc podzielić się z naszymi czytelnikami moimi wrażeniami z obchodów 60 rocznicy Powstania Warszawskiego - 1-go sierpnia 2004 roku.

Warszawa zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Tam się urodziłem i zawsze będę się czuł warszawiakiem bez względu na kolor paszportu.. Powstanie Warszawskie jest dla każdego mieszkańca stolicy czymś bardzo ważnym, czymś bardzo bolesnym. Tragedia tego miasta dotknęła prawie każdą rodzinę tu mieszkającą i osoby nie mieszkające w tym mieście nie do końca potrafią zrozumieć siłę ładunku emocjonalnego, które zawsze obchody rocznicy Powstania ze sobą niosą. Dlatego też w moim reportażu skupię się bardziej na opisie atmosfery panującej w mieście niż na relacji poszczególnych wydarzeń i uroczystości. Opiszę po prostu to, co widziałem i co czułem.

Obchody trwały 3 dni, ja byłem świadkiem niecałych dwóch ostatnich tzn. sobota ostatni dzień lipca i niedziela pierwszy dzień sierpnia. Przede wszystkim, na co od razu zwróciłem uwagę, to ogromna ilość harcerzy poruszających się pieszo i tramwajami po mieście, dużo większa niż zwykle. Do Warszawy zjechali się harcerze z całej Polski uczcić Powstańców - w większości przecież też harcerzy. Ubrani nie w bluzy harcerskie, które pamiętam i jakie sam nosiłem w latach 70-tych, ale w takie bardziej zbliżone do tych przedwojennych, przypominające ubrania powstańców. W oczach i zachowaniu tych młodych ludzi widać i czuć było jakąś tajemnicę i powagę, jakąś namiastkę konspiracji, coś zbliżonego do postaci z książki "Kamienie na szaniec", którą czytałem wiele razy i znam chyba na pamięć. Wielu z tych dzisiejszych harcerzy miało mundury ozdobione symbolami Polski konspiracyjnej i powstańczej, np. słynna kotwica Polski Walczącej.

Kolejnym wydarzeniem, którego byłem obserwatorem przy ulicy Miodowej niedaleko placu Zamkowego był bieg sportowców, coś w rodzaju maratonu czy biegu na długi dystans. Po obu stronach ulicy stali kibice dopingujący biegnących sportowców. Szczególne owacje otrzymał "zawodnik" biegnący truchtem, staruszek ubrany w strój powstańca, zapewne uczestnik walk. Pokazał mieszkańcom Warszawy, że hart ducha Powstańców nigdy nie zgaśnie. Poczułem się dumny z warszawiaków.

Poszedłem dalej na Starówkę, zapełnioną jak zwykle ludźmi. Tyle, że atmosfera na Starym Mieście w sobotę była jakoś bardziej uroczysta, bardziej cicha. Mniej radosnego gwaru turystów a więcej zadumy nad losem tego miasta. Może wpływ miały rozwieszone wielkości plakatów zdjęcia młodych powstańców, może przywieziona i wysypana na wąską uliczkę kupa cegieł i gruzu, inscenizującą gruzy powstańcze, duża ilość kwiatów i zniczy pod tablicami pamiątkowymi? A może to znów ci harcerze w strojach powstańców przewijający się wszędzie wśród tłumów.

W niedzielę punktualnie o godz. 17-stej miasto zamarło. Wszystkie syreny przeciwlotnicze zaczęły wyć. Cały ruch się zatrzymał - wszystkie samochody na skrzyżowaniach i na ulicach. Wszyscy przechodnie zamarli na swoich miejscach. Cisza i bezruch trwały kilka minut, jedynie świergot ptaków ją zakłócał. Wydawało się niemożliwością, aby tej wielkości miasto może zastygnąć w bezruchu na tak długą chwilę. Mieszkańcy stolicy oddali hołd swoim bohaterom.


Wieczorem zatrzymałem się przy stosunkowo nowym pomniku Powstańców niedaleko gmachu Sądu Najwyższego. Choć wokół było dużo ludzi, panowała cisza i zaduma. Wśród morza zniczy i kwiatów, złożyłem też kwiaty od siebie - od byłego mieszkańca swojego miasta. Odwiedziłem też później mój najbardziej ulubiony pomnik w Warszawie, pomnik Małego Żołnierza usytuowanego koło murów Starego Miasta. Pomnik Małego żołnierza jest dla mnie najbardziej wzruszającym pomnikiem, może dlatego, że ten mały żołnierz-bojownik jest w wieku mojego syna. Przy tym pomniku człowiek lepiej potrafi zrozumieć, co naprawdę się działo pod koniec lata 1944.

Podczas tak uroczystych obchodów, nie sposób zobaczyć wszystkich uroczystości, być w każdym miejscu. Z rzeczy, które nie zdążyłem zrobić, chciałbym przede wszystkim wymienić zwiedzenie Muzeum Powstania Warszawskiego, jeszcze nie gotowego w całości i otwartego tylko na te parę dni. Oficjalne otwarcie będzie dopiero za rok i do tego czasu Muzeum będzie nieczynne. Nie udało mi się również kupić właśnie wydanej książki Normana Davies'a - ponad tysiącstronnej oceny Powstania przez tego historyka. Prof. Davies był w Warszawie podczas obchodów i podpisywał szczęśliwcom zakupione przez nich książki. Podczas następnych odwiedzin w Polsce na pewno kupię tę książkę - nawet bez autografu.

Maciej